Kategorie: Wszystkie | Anglia | Hardware | Pieniądze | Polityka | TV
RSS
środa, 18 lipca 2007
Ameryka kontra wykształciuchy

Na stronach The Independent mozana znaleźć znakomity artykuł. Autor reportażu, brytyjski dziennikarz, zapisał się na rejs dla czytelników National Review, konserwatywnego dwutygodnika politycznego. Udawał "jednego z nich", słuchał co mówią uczestnicy, niekiedy ich lekko podpuszczając.

Niektóre wypowiedzi zwalają z nóg: Młoda projektantkauważa, że powinno się wysłać kilku wpływowych liberałów wypowiadających się przeciwko wojnie w Iraku do komory gazowej za zdradę, to od razu nam będzie lepiej szło. Jedyny Murzyn nie szczędzi ciepłych słów Ku Klux Klanowi. W Iraku świetnie nam idzie, tylko media przekłamują obraz - wygląda, jakby tylko nasi gineli, a nie pokazują jak świetnie nam idzie zabijanie tamtych. To prawda, że Irak to drugi Wietnam, ale w Wietnamie nie przegraliśmy my, tylko lewica. WMD były, tylko na początku wojny wywieźli je do Syrii. A kto uważa inaczej, jest zdrajcą i chce upokorzenia i klęski Ameryki. A dlaczego? Bo jest wykształciuchem.

Zabawne, że wśród uczestników przedstawiających bardziej wyważone stanowisko, a co za tym idzie traktowanych jak zdrajcy, kryptoliberałowie i cotamjeszcze, są obecni i byli redaktorzy naczelni National Review.

Znającym lengłydża bardzo polecam przeczytanie całości, powiedziałbym, że można się nieźle LOLować, gdyby to jednak nie było takie straszne. Tacy ludzie teraz są w rządzie USA i tak myśli spora część Ameryki, dla takich ludzi pisze Ann Coulter i dla takich robi program O'Reilly.

Wiceminister Kowal mówi, że trzeba przedstawić i wyjaśnić stanowisko rządu w sprawie tarczy antyrakietowej. I co mają powiedzieć? Że George'owi Bóg osobiście kazał zbudować tarczę, a jak Bóg każe to chrześcijanie powinni pomóc? Przecież ten cały kaczyzm i rydzykizm to taki sam świr jak kolesie z tamtego rejsu, tylko w miejsce muzułmanów podstawieni są esbecy i ich TW.

Ciekawie też wypada zestawienie wypowiedzi

Min. Kowal o tarczy antyrakietowej: "To jest ciekawe, że jest taki wynik badania opinii publicznej. Ale ja bym się tym nie przejmował" 

Podhorec pytany przez dziennikarza i Indepenedente, jak godzi misję przynoszenia Irakowi demokracji z wynikami badań, według których 80% Irakijczyków uważa, że Amerykanie powinni się wynieść: "I don't much care."

środa, 11 lipca 2007
Flopp!

Czyżby zbliżał się koniec CD i sprzedaży muzyki na fizycznych nośnikach? Do niedawna nie brałem takich sugestii na poważnie, ale właśnie niedawno zbankrutowała moja absolutnie ulubiona sieć sklepów z muzyką i filmami, Fopp! Opłakuję w szczególności flagowy sklep na Tottenham Court Road, który starałem się odwiedzić przy każdej okazji wizyty w Londynie. Szło się na półki z płytami po pięć i sześć funtów i ładowało The Police, Led Zeppelin, Rammstein, starego Slayera, za sześć funtów kupiłem też znakomity film Cohenów "Miller's Crossing"... za każdym razem wychodziłem z wyładowaną torbą, a i tak jak pomyślę jak mówiłem "dobra, dość już tego, nie kupujmy wszystkiego na raz" - to mi się płakać chce.

W pożegnalnym komunikacie firma twierdziła nawet, że w momencie zamknięcia była dochodowa.

Podobno też problemy finansowe ma sieć HMV. Na obtrąbianie końca płytek chyba jeszcze mimo wszystko za wcześnie, bo utrata zysków przez sieci sklepów z muzyką odbywa się głównie na rzecz sklepów wysyłkowych, z Amazonem na czele, downloady z iTunes i podobnych sklepów to póki co chyba jeszcze margines.

Nawiasem mówiąc, Amazon ogłosił plany sprzedaży downloadów muzycznych w formacie MP3. EMI się pisze na to, można się spodziewać jakichś independentów, ale ciekawe czy jeszcze któryś z majorsów się zgodzi?

No i jeśli chodzi o samo EMI, cały czas jest niepewność jeśli chodzi o wykup firmy - przymierza się do tego między innymi Time Warner. W takiej sytuacji istnieje możliwość cofnięcia całej polityki bez-DRMowej i w dalszej kolejności "rozpuszczenia" EMI. Jeszcze nie tak dawno było Big Five, teraz Big Four, czy niedługo będzie Big Three? Mnie prawdę mówiąc martwi taka konsolidacja rynku. Po pierwsze zauważam, że im więksi są majorsi i im mniej ich jest, tym uboższa muzyka popularna. Po drugie to jest przygotowanie do bitwy o rynek downloadów, póki co tendencja jest taka, że sklepy z muzycznymi downloadami, pomimo praktycznego monopolu iTMS, walczą o jak największe prawa dla swoich klientów, a majorsi - żeby te prawa jak najbardziej ograniczyć. Majorsi nalegali na DRM, Jobs od pewnego czasu mówi, że należy go porzucić. Majorsi żądali zróżnicowanych cen utworów, Jobs wywaliczył sobie jednolite ceny. Im silniejsi majorsi, tym gorzej dla konsumenta.

Jeśli chodzi o iTMS, to z kolei największy z majorsów, Universal-Vivendi, zdecydował się nie przedłużać umowy z Apple. Póki co U2 zostaje w katalogu, ale w praktyce oznacvza to, że Universal może w każdej chwili powiedzieć "stop".

A skoro już o zróżnicowaniu cen mowa, iTMS sprzedaje od pewnego czasu zapowiadane niezabezpieczone utwory z katalogu EMI. Na razie nie skorzystałem - wszystko, co chciałem mieć, kupiłem w Foppie...

wtorek, 03 lipca 2007
Pictures of a City

   

 

 

Katedra św. Pawła od strony kładki milenijnej

Skrzydlaty smok z herbu Londynu stoi na Victoria Embankment, na granicy między miastami London i Westminster.

W "Bankierze" koło Cannon Street Station można dostać m. in. Staropramena z kija.

 Niepozorny kamień z bogatą historią.

 

Tower of London, zamek królewski stanowiący kiedyś częśc fortyfikacji miejskich, wyznacza granicę miasta od wschodu. Jedna z niewielu pozostałości średniowiecznego Londynu.

poniedziałek, 21 maja 2007
Zegar

Testowo próbuję jak na tej przeklętej machinie wstawia się miniaturę zdjęcia z linkiem do większej wersji.

Co do samego zegara, podobno da się z niego odczytać godzinę, chociaż nie mam pojęcia jak - powierzchnia "tarczy" jest z błyszczącego, wypolerowanego metalu i żadnego cienia igły na niej nie widać.

 

czwartek, 17 maja 2007
EMI i MP3

Kontynuując wątek EMI i sprzedawania muzyki online, Amazon ogłosił właśnie, że katalog EMI i różnych mniejszych wytwórni będzie dostępny przez sklep Amazona, bez zabezpieczeń DRM i w formacie MP3.

Kiedy EMI i Apple ogłosiły, że będą sprzedawać niezabezpieczone utwory na iTMS, niektórzy twierdzili, że nie ma to większego znaczenia, bo format AAC obsługują praktycznie tylko iPody (oczywiście jeśli się zapomni o takich mało popularnych urządzeniach jak telefony komórkowe i samochodowe zestawy stereo). Jak ktoś uważnie czytał, to już wtedy EMI deklarowało chęć współpracy z innymi sklepami i sprzedawania w innych formatach.

Czy eksperyment EMI "chwyci" i inni majorsi pójdą tym śladem? Zobaczymy. Ja trzymam za nich kciuki, chociaż osobiście przyznam, że z katalogu majorsów interesuje mnie raczej klasyka niż nowości, nie przypominam sobie wręcz, żeby od lat 90-tych któraś z tych wytwórni zaproponowała coś nowego, co by mi odpowiadało.

piątek, 04 maja 2007
09 F9 11 02 9D 74 E3 5B D8 41 56 C5 63 56 88 C0

HD-DVD: jeden z dwóch konkurentów do miana następnego pokolenia nośników dla filmów i danych (obok Blu-Ray). Płytka HD-DVD ma ponad trzy razy większą pojemność od tradycyjnego DVD, a standard pozwala na odtwarzanie filmów w formacie wysokiej rozdzielczości.

DRM: było już o tym, chodzi o zaszyfrowanie cyfrowej treści, żeby mógł ją odtworzyć tylko certyfikowany odtwarzacz (sprzętowy lub software'owy), który nie będzie pozwalał na tworzenie nielegalnych kopii. Producenci wydający na nośnikach fizycznych mają znacznie utrudnione zadanie w stosunku do sklepów sieciowych takich jak iTunes Music Store, dlatego że po pierwsze płyty i odtwarzacze są produkowane masowo i sprzedawane anonimowo, a po drugie nie można założyć, że każdy właściciel odtwarzacza będzie podłączony do internetu, czy że będzie chciał dokonywać upgrade'ów oprogramowania w swoim odtwarzaczu. Format DVD stosuje DRM, który pozwala tylko producentom należącym do konsorcjum na produkowanie odtwarzaczy DVD. W zamian za to producenci zobowiązują się przestrzegać różnych ograniczeń, np. blokady regionalnej czy zakazu przewijania reklam. System zabezpieczeń DVD, zwany CSS, został złamane dawno dawno temu, za górami za lasami, przez linuksiarskiego bohatera ludowego Jona Lecha Johansena, zwanego od tego czasu DVD Jonem. Na wynalezionym przez niego sposobie obchodzenia zabezpieczeń bazują odtwarzacze firm nie należących do konsorcjum DVD, takie jak np. popularne Manty, które nie przestrzegają blokad regionalnych i pozwalają przewijać reklamy.

DMCA: Amerykańska ustawa o prawach autorskich, zabraniająca m. in. obchodzenia DRM i publikowania sposobów na ochodzenie DRM. Dzięki DMCA odtwarzacze takie jak Manta nie mogą być sprzedawane w Stanach Zjednoczonych.

AACS: System DRM stosowany w HD-DVD i BluRay. Z załozenia miał być pozbawiony wad CSS pozwalających na łatwe i trwałe złamanie szyfru. Niekiedy tym skrótem określa się też konsorcjum zarządzające standardem i wydające klucze, czyli AACS Licencing Administrator.

Cease and Desist: dosłownie można przetłumaczyć jako "zaprzestać i poniechać" lub "zaprzestań i poniechaj", czyli ogólnie masło maślane. Chodzi o list treści mniej więcej takiej:

"Szanowny Panie Łebmajstrze,

Kancelaria Sleaze&Slimey, reprezentująca The Very Big Corporation of America, informuje Pana, że informacje wystawione na Pańskiej stronie internetowej są nielegalne i ze szkodą dla naszego Klienta. Sugerujemy niezwłoczne usunięcie informacji ze strony, w przeciwnym wypadku będziemy musieli w imieniu naszego Klienta wstąpić na drogę sądową i zażądać odszkodowania w kwocie $30,000,000.

Z poważaniem"

Za pomocą listów tego typu MPAA i konsorcjum DVD próbowało w swoim czasie zablokować publikację w internecie algorytmu na obejście DRM w DVD, powołując się m. in. na DMCA (i analogiczne przepisy w innych państwach). W odpowiedzi hackerzy wszystkich krajów rozpowszechniali program deCSS na potęgę, sprzedawali koszulki z zapisem algorytmu, nawet ktoś zapisał algorytm w siedmiu linijkach kodu w języku Perl, który można sobie np. wstawić do sygnaturki.

09 F9 code: to klucz AACS "wypruty" z programu WinDVD, którego ów program używa do rozszyfrowania płyt HD-DVD. Mając taki kod i odpowiedni program można wykonać niezabezpieczoną kopię filmu, jest on także potrzebny do odtwarzania filmów na HD-DVD przeza programy open source, np. pod Linuxem.

Nie jest to sposób równie skuteczny co DeCSS, każdy taki klucz może zostać wycofany przez konsorcjum, co oznacza, że filmów wydanych po wycofaniu danego klucza nie będzie można z danym kluczem odtworzyć. W przypadku programu takiego jak WinDVD oznacza to konieczność upgrade'u, jednak deaktywacja kodu z odtwarzacza standalone oznaczałaby, że wszyscy posiadacze3 danego modelu stracą możliwość oglądania na nim nowszych filmów.

09 F9 code wyciągnięty i opublikowany został już kilka miesięcy temu, i od tego czasu konsorcjum AACS ściga listami cease and desist różne site'y

Digg.com: serwis wykorzystujący filozofię Web 2.0, w którym użytkownicy moga wystawiać różne aktualne wiadomoci i linki i głosować na te, które uznają za interesujące.

Na początku maja Digg dostał list od konsorcjum AACS, nakazujący wyciąć wszystkie informcje zawierające kod lub link do kodu 09 F9. Firma zastosowała się do polecenia, cenzurując wiadomości i w niektórych przypadkach usuwając też konta. To jednak spowodowało bunt użytkowników serwisu, którzy domagali się pozostawienia wiadomości. Wczoraj kierownictwo Digg postanowiło, że postąpi zgodnie z wolą użytkowników, nawet jeśli ma to oznaczać proces w sądzie. Dzięki temu też sprawa nagłośniła się na tyle, że kod pojawił się w blogach, w artykułach na sieci, i oczywiście można już też kupić koszulkę.

W tym przypadku nie chodzi tylko o kod, który prawdopodobnie już na początku kwietnia został wycofany, nie chodzi o tych pięć na krzyż filmów, które wyszły na DVD-HD do tej pory.

Chodzi o zasady. Masy się wypowiedziały przeciwko koncernom medialnym, przeciwko cenzurze, efektywnie przeciwko obowiązującemu prawu.

Chodzi o to, że twórcy tzw. user-generated content stają się siłą polityczną. Web 2.0 kontra korporacje, it's war, baby.

 

wtorek, 01 maja 2007
Praca dla Łozińskiego?
piątek, 20 kwietnia 2007
Podatki, podatki

Postanowiłem rozliczyć się z polskim fiskusem z dochodów uzyskanych za granicą. Okazuje się, że nikt nie wie jak go tak naprawdę policzyć. Biura rachunkowe nie podejmują się zadania, a biurwy w US nie chcą odpowiadać na pytania. Instrukcji na PIT-cie nie da się zrozumieć (i to nie mówię o sobie, tylko o kimś ze stosownym wykształceniem i zajmującym się wypełnianiem PIT-ów dla różnych ludzi od lat).

Mam skromne podejrzenie co do przyczyny takiego stanu rzeczy, mianowicie że praktycznie nikt tych dochodów nie zgłasza. Pięknie - nie chciałem zostać przestępcą podatkowym, zostanę potraktowany jak wariat.

poniedziałek, 16 kwietnia 2007
Klawiatura

Czekam na cały komputer do kompletu:

http://steampunkworkshop.com/keyboard.shtml

Co mi się z tej okazji skojarzyło, to jednym z bardziej nieoczekiwanych "mirrorowych" aspektów UK jest właśnie brytyjski układ klawiatury. Nie jest oczywiście taki egzotyczny jak różne QWERTZ, AZERTY, czy choćby duński układ, którego miałem przyjemność używać na studiach, korzystając ze starożytnych zielonych terminali firmy Facit.

Ale właśnie dlatego, że to anglojęzyczny kraj, przynajmniej dla mniej zaskoczeniem było rozpowszechnienie w Wielkiej Brytanii tego ichnego rozkładu klawiszy - wszyscy go używają, a w sklepach nie da się dosłownie kupić czegokolwiek innego. Powód jest oczywiście taki, że na amerykańskiej klawiaturze nie ma znaku funta. 

Jeszcze przy stacjonarnych komputerach to mniejszy problem, bo można przywieźć np. z Polski, można też kupić na ebayu (ja w ten sposób nabyłem zestaw bezprzewodowy klawiatura+mysz Logitecha, który bardzo sobie chwalę). Ale przestrzegam  jakby ktoś myślał o kupieniu w Zjednoczonym Królestwie laptopa!

niedziela, 15 kwietnia 2007
Portsmouth

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
1 , 2